today25 marca, 2026 93 25 1
Czasem kilka zdań wystarczy, by poczuć, że za nimi stoi prawdziwa historia. Nie wygładzona, nie dopasowana do schematów, ale żywa z momentami niepewności, zwrotami akcji i ciszą, która mówi równie dużo jak słowa.
Rozmowa z Dominikiem Nierodkiewiczem jest dokładnie taka. To spotkanie z artystą, który nie spieszy się z odpowiedziami, nie stara się dopasować do oczekiwań ani do gotowych wzorców. Zamiast tego wybiera szczerość wobec siebie, wobec muzyki i wobec ludzi, którzy jej słuchają.W jego opowieści czuć pasję i wrażliwość, widać zakręty i zwątpienia, ale też momenty, które przypominają, dlaczego warto iść własną drogą. Każde wspomnienie, każdy utwór i każdy występ to fragment większej historii, która rozwija się powoli, z uważnością i w rytmie życia samego artysty.
Pamiętasz swój pierwszy kontakt z muzyką, taki moment, kiedy coś „kliknęło”?
Pamiętam to bardzo wyraźnie. To nie był jeden moment, tylko kilka takich „kliknięć”, które złożyły się w całość. Najpierw była pani Basia z domu kultury w Opaleniu, to ona pierwsza zobaczyła we mnie coś więcej niż tylko dzieciaka, który coś tam podśpiewuje. Dała mi szansę, żebym stanął na scenie i zaśpiewał piosenkę Gosia Andrzejewicz. Dla mnie to był kosmos. Pierwszy raz poczułem, że scena to nie jest jakieś odległe marzenie, tylko coś, co mogę dotknąć.
A potem przyszła MP3 i to był już totalny przełom. Zamknąłem się w swoim świecie, słuchawki na uszach i darcie się do każdej piosenki, nawet jeśli kompletnie mi nie wychodziło. Ale tam się zaczęła prawdziwa miłość do muzyki, taka szczera, bez oceniania.
Zdarzyło Ci się kiedyś pomyśleć „to nie ma sensu”, czy od początku cisnąłeś do przodu?
Jasne, że były takie momenty i to nie jeden raz. Miałem w życiu sporo zakrętów i nie zawsze było kolorowo. Bywało tak, że serio myślałem „po co to wszystko”. Ale właśnie wtedy muzyka wracała najmocniej. Pisanie i śpiewanie było jak wentyl bezpieczeństwa, jak coś, co pozwalało mi przetrwać, kiedy wszystko inne się sypało. Dla mnie muzyka nigdy nie była tylko zajawką, ona była ratunkiem.
Brałeś udział w programach typu talent show, co Ci one realnie dały?
Brałem udział w różnych programach regionalnych jak TVP5 czy TVS, „Pokaż Talent”, „Masz Grajfka”. Byłem też na nagraniu do większego programu w TVP, ale ostatecznie mnie wycięli na etapie postprodukcji i nie będę ściemniał, to bolało. Do dziś mam w sobie takie poczucie, że może to nie do końca chodziło o talent, tylko o to, jak wyglądam.
Z drugiej strony były też piękne momenty, występ w „Pytaniu na śniadanie” z zespołem La Via Voice w którym śpiewałem przez cztery lata, koncerty, scena, ludzie. To wszystko mnie budowało i pokazało mi, że niezależnie od decyzji telewizji ja wiem, kim jestem jako artysta.
Czy z perspektywy czasu telewizja pomaga artyście w karierze, czy raczej tworzy pewną iluzję sukcesu?
Myślę, że robi jedno i drugie. Potrafi pomóc, bo daje Ci zasięg i pokazuje Cię ludziom, ale jednocześnie tworzy taką iluzję, że już jesteś „na miejscu”. A prawda jest taka, że to dopiero początek drogi. Nikt nie widzi ile pracy, stresu i zwątpienia jest za tym wszystkim.
Twój styl muzyczny ewoluował od pierwszych numerów do najnowszych, jak byś go opisał i co się zmieniło?
Na pewno dojrzałem i to na wielu poziomach. Kiedyś robiłem muzykę bardziej intuicyjnie, trochę na oślep. Dziś wiem, co chcę powiedzieć i jak chcę to powiedzieć. Zmienił się mój głos, moja wrażliwość, sposób patrzenia na świat. Jestem innym człowiekiem, ale z bagażem doświadczeń i to wszystko słychać w tej muzyce.
Był moment, kiedy muzyka była dla Ciebie bardziej terapią niż pracą?
Szczerze, to mam wrażenie, że to się nigdy nie skończyło. Muzyka dalej jest dla mnie terapią. Jest moim powietrzem. Są dni, kiedy się śmieję i są dni, kiedy wszystko we mnie siada i wtedy też idę do muzyki. Ona jest moim śmiechem i moim płaczem jednocześnie.
Miałeś okazję występować z uznanymi artystami, jak wyglądało to od kulis i czego się tam nauczyłeś?
Miałem ogromne szczęście stanąć na scenie obok takich artystów jak Farba, Gosia Andrzejewicz, Bajm i Beata Kozidrak, a także Weronika Korthals. To były jedne z najpiękniejszych momentów mojego życia.
Od kulis nauczyłem się pokory i tego, że scena to nie tylko światła, ale też ciężka praca. I chyba najważniejsze, co z tego wyniosłem, to przekonanie, że scena to moje miejsce i tam jestem najbardziej sobą.
Gdybyś miał jedną szansę, koncert życia, gdzie i z kim byś zagrał?
Bez wahania Eurowizja. To jest moje marzenie. A obok mnie na scenie widzę Weronika Korthals. To dla mnie ogromna inspiracja i ktoś, kto ma w sobie niesamowitą wrażliwość muzyczną.
Jak dziś wygląda droga niezależnego artysty w Polsce?
Nie jest łatwo. Żyjemy w czasach, gdzie wszystko jest szybkie i często robione pod algorytmy, gdzie sztuczna inteligencja zaczyna mieć swoje miejsce w muzyce. Ale wierzę, że prawdziwe emocje się obronią.
Dziś każdy może nagrać numer i wrzucić go do sieci, każdy może „być wokalistą”. Ale nie każdy jest artystą, bo artysta to coś więcej niż sam dźwięk.
Twój nowy singiel „Nie wiem dokąd idę” brzmi trochę jak zagubienie, czy jesteś dziś w takim momencie życia, czy to już zamknięty etap?
Jestem gdzieś pomiędzy. Na rozdrożu. I czuję, że ten utwór musiał powstać, żeby zacząć zamykać ten etap. To nie jest jeszcze koniec tej drogi, ale na pewno początek zmiany.
Pracujesz teraz nad nowym materiałem, czy ten album będzie spójną historią, czy raczej zbiorem różnych emocji i etapów z Twojego życia?
„BARDO” będzie zbiorem emocji z ostatnich lat. To będzie zapis tego, co przeżyłem, różnych stanów, momentów, trochę jak pamiętnik w dźwiękach. I jednocześnie domknięcie pewnego etapu w moim życiu.
Czy możemy spodziewać się czegoś zupełnie nowego w Twojej muzyce, czy raczej rozwijasz to, co już znamy od Ciebie?
Chcę zaskakiwać. Nie chcę stać w miejscu. Jasne, rozwijam to, co już jest moje, ale mam też potrzebę spróbowania czegoś nowego. Może coś lżejszego, letniego, może współpraca z raperem albo raperką. Chcę się bawić muzyką i sprawdzić, gdzie są moje granice.
Singiel „Nie wiem dokąd idę” to krok Dominika w nowym rozdziale jego muzycznej drogi. To utwór pełen szczerości, emocji i wrażliwości, który pozwala wejść w jego świat i poczuć, co w nim gra. A już wkrótce pojawi się album „BARDO”, który ma pokazać jeszcze więcej historii, doświadczeń i emocji, które ukształtowały artystę w ostatnich latach. Ten singiel jest małą zajawką tego, co czeka słuchaczy w pełni autentycznej, prawdziwej muzyki, która zostaje w pamięci.
Dominik przypomina, że w muzyce i w życiu nie trzeba znać wszystkich odpowiedzi. Czasem wystarczy odwaga, ciekawość i chęć odkrywania własnej drogi. A jego muzyka sprawia, że chce się iść nią razem z nim.
Radio Podziemia objęło patronat medialny nad singlem „Nie wiem dokąd idę” oraz nad nadchodzącym albumem „BARDO”. To przestrzeń dla tych, którzy chcą odkrywać prawdziwe emocje w muzyce i wspierać artystów tworzących z serca.
💭 Na zakończenie przyszła mi jedna myśl cisza po wycięciu z nagrań zostaje na dłużej czy naprawdę warto zawsze gonić za światłami? Pewnie każdy ma na to własne zdanie, dlatego tę myśl zostawiam Wam do własnego odczytania.
Napisane przez: Aleksandra
Strona została stworzona przez Radiopodziemia24/7. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Komentarze do wpisu (0)