today6 maja, 2026 60 15 1
To nie był jeden z tych eventów, które powstają z kalkulacji i bezpiecznych decyzji. Bardziej coś, co długo gdzieś siedzi z tyłu głowy, aż w końcu trafia na odpowiedni moment, ludzi i przestrzeń. Pomysł dojrzewał intuicyjnie bez gwarancji, że zadziała, ale z dużą potrzebą sprawdzenia, czy da się połączyć światy, które na pierwszy rzut oka do siebie nie pasują. Noise, metal, techno, gabber zamiast wybierać jedną ścieżkę, postawili na napięcie między nimi. I właśnie o tym jest ta rozmowa o ryzyku, zderzeniach estetyk i o tym, kiedy eksperyment zaczyna żyć własnym życiem.
1. Jak to się w ogóle zaczęło? Kto pierwszy rzucił pomysł na ten event?
Zaczęło się w marcu 2025 roku, kiedy wydałem singiel zatytułowany „Noise Rituals”, który otwierał etap pracy nad kolejnym albumem. Wtedy też postanowiłem zorganizować mały zamkniety event w mieszkaniu przyjaciela, pozdro Paweł!, żeby zagrać po raz pierwszy na żywo przed ziomalami i nazwałem go również NOISE RITUALS, bo ten tytuł bardzo mi pasował do zamysłu. Następnie na przestrzeni roku kleiłem kolejne tracki z intencją złożenia tego w jedną całość, natomiast nie miałem konkretnej wizji jak ma to finalnie wyglądać. Tworzyłem w zależności od tego jaką miałem obecnie zajawkę i jaki mood. W tym roku (2026) już mając jakiś zarys tego albumu, mniej więcej planowałem kiedy odbędzie się premiera, a w związku z tym postanowiłem zorganizować ją na żywo i zrobić z tego pożądny event.
2. Czy pamiętasz moment, kiedy kliknęło „robimy to właśnie w takiej formie”?
Haha, ciężko wskazać jeden moment, bo cały czas coś „klikało”. Od kiedy zaklepałem termin premiery, pomysłów było więcej niż czasu na realizację. Na pewno ważne było to, że poza swoją premierą chciałem też pokazać muzykę artystów, których bardzo cenię.
3. Skąd ten miks noise, metal, techno, gabber — to było od początku tak szeroko pomyślane?
Miks gatunków w zasadzie towarzyszy mi od zawsze. Jeszcze zanim wziąłem się za tworzenie, to ciężko mi było odpowiedzieć na pytanie jakiej muzyki słucham. Zdecydowanie nie jestem za odpowiedzią „słucham wszystkiego”, ale jest u mnie tych gatunków naprawdę dużo i często są one sobie dalekie. Łączenie ich między sobą w nieoczywisty sposób otwiera nowe furtki i tworzy kolejne poziomy. Tutaj chciałbym zachęcić do zapoznania się z twórczością artystów takich jak Igorrr oraz Drumcorps.
Zwłaszcza Drumcorps mnie inspirował i sprawił, że postanowiłem zacząć tworzyć.
4. Jak dobierałeś ludzi do line-upu? Bardziej znajomości i scena, czy konkretna wizja brzmienia?
Najpierw wizja, potem znajomości, ale w zasadzie szło to w parze. Gości, którzy grali na premierze, znałem w zasadzie od niedawna, poza jednym świrem – Hentai, z którym znamy się już kilka lat i był zaangażowany w pomoc przy organizacji eventu, za co dziękuję, bo trochę roboty było – pozdro Konrad!
5. To bardziej była premiera płyty czy jednak osobne wydarzenie z własnym życiem?
Premiera, ale jednak wydarzenie z własnym życiem. To był początkowy zamysł, ale bardzo szybko rozwinęło się to w coś większego w organizację konkretnego eventu.
6. Jak wyglądały przygotowania od kuchni — było gładko czy raczej chaos?
Trochę gładko, a trochę chaos. Z jednej strony zajawka, z drugiej spina, czy to na pewno wyjdzie tak, jak sobie to wyobrażałem.
7. Co najbardziej zaskoczyło cię już na miejscu?
Mnie osobiście na początku pokonał rzutnik, który nie chciał wyświetlać wizualizacji, nad którymi siedziałem kilka godzin przed eventem — ale udało się to ogarnąć 😄
Poza tym raczej bez większych zaskoczeń. Jak już wystartowaliśmy, to do końca wszystko szło płynnie i zgodnie z planem.
8. Był jakiś moment w trakcie nocy, gdzie poczułeś „ok, to działa dokładnie tak jak miało”?
Tak — kiedy zacząłem grać i zobaczyłem, że przed sceną jest więcej ludzi, niż się spodziewałem. Pomyślałem wtedy „no dobra, działa” 😄 I to był moment, kiedy stres w końcu odpuścił.
9. Jak odebrałeś ludzi — bardziej odbiór koncertowy czy imprezowy vibe?
Na początku vibe był zdecydowanie koncertowy. Lecieliśmy od harsh noise (Blasphemous Worshiping Satan) i metalcore (Crystalis). O północy wszedłem ja i pierwsza połowa mojego seta była jeszcze ciężka, metalowa, ale później skręciłem w techno/trance. Wtedy klimat wyraźnie przeszedł w imprezowy i już taki został do końca – po mnie grali VGNR i Hentai.
10. Jak widzisz to w kontekście Krakowa — to coś wyjątkowego czy naturalny kierunek dla tej sceny?
Myślę, że rzadko spotyka się takie połączenia. Po odbiorze ludzi też było widać wyraźne zaskoczenie. Przyznam, że do samego końca zastanawiałem się czy moja wizja tego wydarzenia siądzie i zostanie odebrana tak samo jak ja ją widziałem i z tego co widzę, to tak, wyszło bardzo dobrze.
11. Masz poczucie, że to się powinno powtórzyć?
Zdecydowanie tak. To musi się powtórzyć najlepiej jeszcze w tym roku.
12. Jakbyś miał komuś w dwóch zdaniach powiedzieć, co tam się wydarzyło — co byś powiedział?
Pokazaliśmy kawał dobrej roboty. Przedstawiliśmy bardzo szerokie spektrum muzyki w ciągu kilku godzin i myślę, że udało się przełamać jakieś bariery i oczywiste ukierunkowanie odnośnie odbioru muzyki. W dodatku była to po prostu dobra impreza i mega pozytywny klimat.
I może właśnie to jest w tym wszystkim najciekawsze, że wydarzyło się coś, co teoretycznie nie miało prawa być tak spójne, a jednak zadziałało w pełnym wymiarze. Bez udawania, bez nadmiernego konceptualizowania. Po prostu kilka godzin muzyki, które przesunęły trochę granice i pokazały, że scena wciąż ma przestrzeń na rzeczy nieoczywiste. Jeśli coś z tego ma zostać, to właśnie to poczucie, że warto było zaryzykować i że to dopiero początek.
Napisane przez: Aleksandra
Strona została stworzona przez Radiopodziemia24/7. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Komentarze do wpisu (0)