Nie wszystko zaczyna się od pytania. Czasem najważniejsze rzeczy są już obecne zanim zdążą zostać nazwane, zanim przybiorą konkretną formę. Właśnie z takiego miejsca wychodzi Zet Zecior: bez potrzeby tłumaczenia się z własnych myśli i bez wygładzania tego, co niewygodne. To, co tworzy, nie szuka aprobaty raczej próbuje uchwycić coś, co i tak prędzej czy później da o sobie znać.
Jego rap nie opiera się na konstrukcji ani zamkniętych historiach. To bardziej ciąg stanów, napięć i myśli, które pojawiają się i znikają, zostawiając po sobie ślad. Nie próbuje ich porządkować na siłę ani nadawać im sztucznej formy pozwala im wybrzmieć dokładnie takimi, jakie są. Ta rozmowa działa podobnie. Nie prowadzi za rękę i nie daje gotowych odpowiedzi. Zostawia przestrzeń na ciszę, na niedopowiedzenia i na to, żeby każdy mógł odnaleźć w niej coś własnego, nawet jeśli nie wszystko da się od razu zrozumieć.
Od kiedy zacząłeś nagrywać i jak to się właściwie stało, że wkroczyłeś w świat rapu?
Witam wszystkich serdecznie. Jakoś 12–13 lat temu z kumplem Machem, którego serdecznie pozdrawiam, założyliśmy skład Sektor MF. Wydaliśmy nielegalny album Z muzyką wśród prawdziwych to był tak naprawdę początek. Na przestrzeni kilku lat dogrywałem się do kawałków znajomych, a pisanie było u mnie dużo wcześniej.
Album Duch powstał, kiedy w końcu uporałem się z uporczywą wątpliwością, czy powinienem nagrywać, czy zająć się czymś „poważniejszym”.
Rap był u mnie od zawsze zanim jeszcze cokolwiek nagrywałem, on już gdzieś był w tle. Dorastałem z tym, nasiąkałem sposobem myślenia, tym językiem. Nagrywanie zaczęło się dużo później w momencie, kiedy poczułem, że same myśli to za mało, że potrzebuję nadać im formę. To nie było wejście w świat rapu, tylko raczej moment, w którym przestałem być tylko słuchaczem i zacząłem mówić własnym głosem. Na początku to było bardzo zamknięte, wręcz intymne bardziej rozmowa z samym sobą niż coś kierowanego na zewnątrz.
Twój styl jest bardzo emocjonalny i szczery od czego zazwyczaj zaczynasz tworzenie nowego utworu od emocji, beat’u czy historii?
Zawsze od stanu, w jakim jestem. Czasem to jest konkretna emocja, jak napięcie czy frustracja, a czasem coś trudniejszego do nazwania poczucie pustki albo rozbicia. Beat pojawia się później, by podkreślić to, co chcę wyrazić. Nie traktuję numerów jak klasycznych historii z początkiem i końcem to raczej zapis momentu, wycinek myśli. Często jeden wers potrafi pociągnąć cały utwór, bo niesie w sobie coś prawdziwego, czego nie da się wymyślić na siłę.
Tworzenie tak emocjonalnej muzyki wymaga odwagi czy kiedykolwiek bałeś się, że ludzie nie zrozumieją Twoich przeżyć?
Bałem się, ale nie tyle niezrozumienia, co tego, że zostanie spłycone albo potraktowane powierzchownie. Bo dla mnie te rzeczy nie są ‘klimatem’ czy estetyką, tylko czymś realnym. Z czasem jednak zrozumiałem, że nie mam wpływu na to, jak ktoś to odbierze. I że nawet jeśli ktoś nie zrozumie wszystkiego, może poczuć jakiś fragment a to już jest wystarczające. Ta muzyka nie musi być dla wszystkich.
Twoje utwory, takie jak Labirynt, potrafią naprawdę poruszyć czy ten numer był całkowitym domknięciem pewnego rozdziału?
Nie traktuję tego jako zamknięcia, bo u mnie rzadko coś kończy się definitywnie. Labirynt był bardziej momentem konfrontacji nazwania rzeczy, które wcześniej były rozmyte albo wypierane. To był krok w stronę większej świadomości, ale nie rozwiązanie. Raczej uświadomienie sobie, w jakim miejscu jestem i że nie da się już udawać, że tego nie ma.
„Klisza” jest niezwykle subtelna i refleksyjna czy w trakcie tworzenia tego kawałka czułeś potrzebę uwolnienia swoich własnych emocji?
To nie było klasyczne ‘uwolnienie’, bardziej zatrzymanie czegoś w czasie. Klisza powstała z potrzeby uchwycenia stanu, który był trudny do wypowiedzenia wprost. To jeden z tych numerów, gdzie nie analizujesz każdego słowa tylko pozwalasz, żeby wyszło takie, jakie jest. Bardziej intuicyjnie niż świadomie.
Czy czujesz, że muzyka pomogła Ci oczyścić swój bagaż doświadczeń?
Nie powiedziałbym, że oczyścić, bo te rzeczy dalej gdzieś są. Ale muzyka zmienia ich ciężar. Kiedy coś nazwiesz i wyrzucisz na zewnątrz, przestaje to być tylko zamknięte w Tobie. Staje się czymś, co możesz zobaczyć z dystansu. To nie usuwa problemów, ale pozwala je lepiej zrozumieć i nie dusić w sobie.
Czy zależy Ci, żeby słuchacze mogli odnaleźć w Twojej muzyce własne uczucia, drogę, wskazówki czy zwyczajnie zrozumienie?
Zależy mi najbardziej na tym ostatnim — na poczuciu zrozumienia. Nie chcę nikogo prowadzić ani dawać gotowych odpowiedzi, bo sam ich często nie mam. Ale jeśli ktoś słuchając moich rzeczy poczuje, że nie jest jedyny z tym, co przeżywa, to ma dla mnie ogromną wartość. Ta muzyka jest bardziej o współodczuwaniu niż o tłumaczeniu.
Czy jest jakiś artysta, który miał na Ciebie największy wpływ, zarówno muzycznie, jak i życiowo?
Nie sprowadziłbym tego do jednego nazwiska. Bardziej do podejścia autentyczności i odwagi w pokazywaniu rzeczy niewygodnych. Największy wpływ mieli na mnie artyści, którzy nie bali się zostawiać niedopowiedzeń, ciszy, przestrzeni. Tacy, którzy nie próbowali wszystkiego ubrać w ładne formy, tylko zostawiali to surowe.
Jest coś, co chciałbyś przekazać młodszemu sobie, jeśli mógłbyś cofnąć czas?
Powiedziałbym sobie, żeby nie ignorować tego, co czuję, nawet jeśli jest niewygodne. I żeby nie próbować wszystkiego tłumić albo racjonalizować na siłę. Bo to i tak wraca tylko w innej formie. I chyba też to, że nie trzeba wszystkiego przechodzić samemu.
Jakie są Twoje najbliższe plany muzyczne nowe utwory, albumy, kolaboracje?
Chcę iść dalej w tym, co już czuję, tylko jeszcze bardziej bezpośrednio. Coraz bardziej ciągnie mnie w stronę brawury w rapie takiej surowej, nieprzefiltrowanej energii, gdzie nie kalkulujesz każdego słowa, tylko mówisz dokładnie to, co jest, nawet jeśli jest niewygodne. Lubię ten brud w brzmieniu i w przekazie, bo on jest najbliżej prawdy nie jest wygładzony ani pod publikę.
Pracuję nad nowymi numerami, które będą bardziej bezkompromisowe mniej ukrywania się za metaforą, więcej konkretu i impulsu. Chcę, żeby to było odczuwalne, nie tylko zrozumiałe. Jeśli chodzi o większe rzeczy, to myślę o projekcie, który będzie spójny klimatem, ale jednocześnie bardziej dynamiczny żeby było w nim i miejsce na ciężar, i na momenty totalnej ekspresji.
Kolaboracje też są gdzieś z tyłu głowy, ale tylko z osobami, które czują podobnie bez robienia rzeczy ‘na ruch’, bardziej na wspólny stan i autentyczność.
Gdybyś mógł zostawić słuchaczom coś w formie ‘tajemniczej wskazówki’, co by to było?
Najtrudniejsze rzeczy do zrozumienia to często te, które najbardziej próbujesz w sobie uciszyć. I dopóki tego nie nazwiesz, to będzie wracać tylko w innej formie.
Nie wszystko, co tu padło, zamyka się w jednym odczytaniu. Niektóre rzeczy potrzebują czasu żeby dojrzeć, wrócić w innym momencie, zabrzmieć inaczej niż za pierwszym razem. To nie jest rozmowa, która kończy się wraz z ostatnim zdaniem. Raczej zostaje gdzieś obok i pracuje jeszcze chwilę po cichu. Myślę, że właśnie w tym tkwi jej sens nie w szukaniu ostatecznych odpowiedzi, ale w tym, co zostaje pomiędzy nimi. W tym, co trudno nazwać, ale jeszcze trudniej całkiem zignorować.
I na koniec zostawiam Wam Zet Zeciora to nie zwykły numer, to ciężar emocji i myśli, który najlepiej poczuć samemu.
#ZetZecior #rap #muzyka #wywiad #emocje #Labirynt #Klisza
Napisane przez: Aleksandra
Strona została stworzona przez Radiopodziemia24/7. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Komentarze do wpisu (0)