Jak Twoje wychowanie i życie w Mielcu wpłynęły na Twoją twórczość muzyczną?
Jeśli chodzi o rap, to już w bardzo młodym wieku zacząłem słuchać hip-hopu, który starszy brat przynosił na kasetach. Moje dzieciństwo nie było do końca takie jak innych rówieśników. Nie mogę powiedzieć, że pochodzę z patologii, bardziej z rozbitej rodziny. Od młodych lat wychowywałem się bez ojca, a moja mama pracowała za granicą. Byłem pod opieką starszego brata i siostry.
Będąc jeszcze młodym chłopakiem, ciężko było mi dorastać bez wzorców, ale dzięki muzyce rap — takiej jak Slums Attack czy Molesta — udawało mi się przetrwać ten ciężki czas, ponieważ odnajdywałem tam problemy, które występowały też u mnie. Później przyszły kolejne drogowskazy, jak Gramatik czy Fenomen, i wiele innych składów, które podtrzymywały mnie na duchu nawet w najgorszych chwilach.
Mogę śmiało powiedzieć, że od początku polskiego hip-hopu byłem jego słuchaczem tak mocno, że postanowiłem stać się częścią tej kultury, a nie tylko odbiorcą. W 1999 roku zapisałem się na breakdance, gdzie poznałem ludzi, którzy nie patrzyli na mnie z góry i nie mieli mnie za gorszego. Przez sześć lat pochłonęła mnie mata i typowy klimat hip-hopowy. Oprócz breakdance zacząłem swoje pierwsze freestyle’e razem z ziomkami ze skateparku.
Czy moje miasto miało wpływ na moją twórczość? Na pewno duży wpływ miało to, że mając problemy, zawsze uciekałem w muzykę.
Co było momentem przełomowym, który sprawił, że zdecydowałeś się na poważnie zająć rapem?
Przełomowym momentem był rok 2014, kiedy odkupiłem od kolegi mój pierwszy komputer, a właściwie samo wnętrze komputera, bo wymieniał sprzęt i oddał mi części, wierząc, że będę nagrywał muzykę. Nie było mnie stać nawet na obudowę, więc mój pierwszy komputer mieścił się w pudełku po pizzy. Wygląd nie miał znaczenia — ważne było, że działał i można było zainstalować na nim program Reaper, dzięki któremu mogłem robić pierwsze nagrania w jakiejś jakości.
Jak większość osób na początku nagrywałem swoje pierwsze kawałki w szafie. Miałem ogromne parcie na tworzenie muzyki, mimo że nie miałem warunków, a profesjonalne studio było dla mnie wtedy tylko marzeniem.
Jak wygląda Twój proces tworzenia – od pomysłu na numer do gotowego utworu?
Mój proces tworzenia wygląda bardzo naturalnie. Jeśli słyszę bit, który na mnie wpływa, od razu pojawiają mi się w głowie tysiące wersów i zaczynam pisać. Jeśli chodzi o tematykę, to jestem raczej z epoki, gdzie hip-hop opierał się na prawdzie i do dziś staram się to podtrzymywać w swoich tekstach.
Nie należę do nowoczesnych raperów, którzy wymyślają sobie życie na potrzeby internetu albo podążają ślepo za tym, co akurat jest modne. Dla mnie muzyka zawsze była czymś autentycznym i szczerym.
Które wydarzenie ze swojej dotychczasowej drogi muzycznej wspominasz najlepiej i dlaczego właśnie ono zapadło Ci w pamięć?
W moim życiu było wiele fajnych wydarzeń związanych z muzyką i koncertami, ale na pewno najbardziej zapamiętam swój pierwszy koncert. Musiałem wtedy zmierzyć się z pokazaniem swoich umiejętności przed większą publicznością.
Ogromny stres i ściskające gardło towarzyszyły mi praktycznie przez cały występ, mimo że repertuar miałem przygotowany perfekcyjnie. To było wyjątkowe przeżycie i moment, który na długo zostanie w mojej pamięci.
Jakie masz plany na przyszłość – nowe projekty, współprace, koncerty?
Obecnie jestem pod koniec pracy nad moją trzecią solową płytą, która już niebawem ujrzy światło dzienne. Jeśli chodzi o nowe projekty, to cały czas coś tworzę — mam pełne szuflady materiału i nie zamierzam przestawać, ponieważ muzyka jest częścią mojego życia.
Jeśli chodzi o koncerty, to uwielbiam występować. Mimo że działam bardziej w podziemiu i nie mam zbyt wielu kontaktów, raz na jakiś czas gram koncerty. Może nie dla tysięcy ludzi, ale nawet przy 50 czy 100 osobach świetnie jest widzieć ich zadowolenie i łapać dobry kontakt z publicznością będąc na scenie.
Największą nagrodą jest dla mnie usłyszeć dobre słowa od ludzi, którzy poznali moją twórczość — zarówno muzyczną, jak i sceniczną.
Historia pokazuje, że prawdziwy hip-hop nie zawsze rodzi się w profesjonalnych studiach i przy wielkich budżetach. Czasem zaczyna się od kaset puszczanych przez starszego brata, pierwszych freestyle’ów na skateparku i komputera schowanego w pudełku po pizzy. Mimo przeciwności i życia z dala od mainstreamu, nadal tworzy muzykę opartą na autentyczności i własnych doświadczeniach. Przed nim kolejna solowa płyta i następne koncerty, ale jedno pozostaje niezmienne — rap wciąż jest dla niego sposobem na życie i najważniejszą formą wyrażania siebie.
Napisane przez: Patrol
Strona została stworzona przez Radiopodziemia24/7. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Komentarze do wpisu (0)