Dzięki radiowej ramówce On Stage mam często okazję przyglądać się młodym zespołom i ich pierwszym krokom na scenie. Tym razem trafiłam na grupę z Poznania, która od razu zwraca uwagę swoją charyzmą, energią i szczerością w tym, co robią.
To młody zespół, który nie kombinuje na siłę i nie próbuje się dopasować. Zamiast tego konsekwentnie buduje własne brzmienie i tożsamość, a przy okazji bardzo szczerze opowiada o swojej drodze od pierwszych prób aż po coraz pewniejsze wejścia na scenę.
Skąd pochodzicie i w jaki sposób Wasze miasto lub region wpływa na Waszą muzykę?
Pochodzimy głównie z Poznania. To tutaj większość z nas dorastała, tutaj też się poznaliśmy i zaczęliśmy razem grać. To miasto na pewno nas ukształtowało. Wpłynęło na to, kim jesteśmy, jak patrzymy na świat i w jaki sposób się wyrażamy. A to na pewno przekłada się na naszą muzykę.
Jak powstał Wasz zespół i kto był jego inicjatorem?
Zespół powstawał stopniowo. Wszystko zaczęło się od znajomości naszej perkusistki i gitarzystki (Oli i Wery), które poznały się w szkole muzycznej, gdzie mogły nie tylko uczyć się gry, ale też tworzyć zespoły i zdobywać pierwsze doświadczenia sceniczne. Przez lata skład i nazwa zmieniały się kilka razy, ale zespół cały czas dojrzewał, od grania prostych coverów do budowania własnej tożsamości. Maciej dołączył w 2021 roku, a Marysia niecałe dwa lata później. Pierwszy koncert w obecnym składzie zagraliśmy 1 kwietnia 2023 roku i to właśnie tę datę uznajemy za nasz oficjalny początek.
Czy od początku wiedzieliście, jaki styl chcecie grać, czy to się z czasem zmieniało?
Od początku nie chcieliśmy zamykać się w jednej szufladce. Inspirują nas różne gatunki i lubimy zostawiać sobie przestrzeń na eksperymenty. Gdyby trzeba było jakoś nas określić, najbliżej byłoby chyba do alternatywnego rocka, ale najważniejsze jest dla nas to, żeby grać szczerze i zgodnie z tym, co w danym momencie czujemy.
Pamiętacie moment, kiedy zaczęliście grać razem i „kliknęło”?
To nie do końca jest tak, że kliknęło albo nie kliknęło. Nie było jednego konkretnego momentu, po którym wszystko stało się jasne. Raczej cała seria spotkań, prób, koncertów i zupełnie losowych sytuacji sprawiła, że jesteśmy dziś w tym miejscu. Z każdą wspólną chwilą coraz bardziej się zgrywaliśmy i w sumie ten proces nadal trwa. Już teraz jesteśmy bardzo zgranym zespołem, ale wciąż się docieramy.
Jaki był pierwszy utwór, który stworzyliście razem i czy dziś odważylibyście się go jeszcze zagrać?
W obecnym składzie pierwszym wspólnie stworzonym utworem było „Sober Mind”. Nadal go gramy, ale mamy do niego dość specyficzny stosunek. Śmiejemy się, że trochę się do niego nie przyznajemy i jest w tym ziarnko prawdy. Wyszedł trochę jak pierwszy naleśnik, nieidealny, ale swój. Mimo wszystko zawsze będzie miał dla nas wartość sentymentalną, bo od niego wszystko się zaczęło.
Jaki był Wasz pierwszy koncert i co najbardziej zapadło Wam w pamięć?
Nasz całkowicie pierwszy był w domu kultury. Nasza wokalistka (Marysia) została wtedy pełnoprawnie mianowana na członka zespołu, tym samym początkując oficjalny, obecny skład. Sam koncert wspominamy bardzo dobrze. Było sporo stresu ale też zabawy, a po wszystkim robiliśmy sobie zdjęcia na dachu Biedronki.
Jeśli chodzi o jeden z pierwszych większych koncertów, to był to koncert podczas WOŚP przy sztabie Politechniki Poznańskiej. Było zimno, ale publiczność była wspaniała, a świadomość, że dokładamy swoją cegiełkę do takiej inicjatywy, bardzo nas rozgrzewała.
Jak opisalibyście swój styl komuś, kto nigdy wcześniej nie słyszał Waszej muzyki?
Najkrócej? Trzy muzy i Maciej, czyli alt rock z nutą emo.
Jak wygląda u Was proces tworzenia muzyki chaos, eksperymenty, czy pełna organizacja?
Zdecydowanie chaos i eksperymenty. Lubimy bawić się muzyką i sprawdzać różne kierunki. Każda osoba w zespole wnosi coś swojego, więc proces twórczy bywa dynamiczny, czasem nawet trochę nieprzewidywalny. Nieraz wzajemnie krzyżujemy sobie plany, ale właśnie z tego często rodzą się najlepsze rzeczy.
Jaki utwór najlepiej oddaje to, kim jesteście jako zespół i dlaczego?
Zdecydowanie „Can You Hear Them?”. To był pierwszy utwór, który napisaliśmy już bardziej świadomie jako zespół i który mocno pokazał nam kierunek, w jakim chcemy iść dalej. Jest dla nas ważny nie tylko muzycznie, ale też symbolicznie. No i jest w tym trochę ironii. Gramy głośną około rockową muzykę, gdzie łatwo dorobić się problemów ze słuchem, więc tytuł nabiera dodatkowego znaczenia.
Czy macie numer, który jest dla Was szczególnie osobisty?
To trochę tak, jakbyśmy mieli wybrać swoje ulubione dziecko — nie da się… ale wiemy, że najmniej lubimy „Sober Mind”.
Jak według Was wygląda dziś scena rockowa dla młodych zespołów?
Nie jest łatwo. Trudno przebić się przez natłok treści, a jeszcze trudniej znaleźć dobre okazje do grania. Zdarza się też, że organizatorzy chętniej stawiają na sprawdzone, starsze składy niż danie szansy nowym projektom. Tym bardziej więc doceniamy każde miejsce i osoby, które chcą otworzyć się na świeże brzmienia.
Raczej zło konieczne. Nie jesteśmy z natury bardzo medialni, ale dziś trudno bez tego funkcjonować jako zespół. Aktualnie social media są jednym z podstawowych sposobów, żeby dotrzeć do ludzi i pokazać swoją muzykę, więc nawet jeśli nie pałamy do tego miłością, to wiemy, że jest to nieuniknione.
Gdybyście mogli zagrać jako support przed dowolnym zespołem na świecie, kogo byście wybrali i dlaczego?
Oczywiście My Chemical Romance. Chociaż słuchamy różnych zespołów, to Gerard Way jest naszym wspólnym mianownikiem. MCR ukształtowali dużą część tego, kim dziś jesteśmy i natchnęli chęcią do tworzenia czegoś własnego. Możliwość bycia ich supportem znaczyłaby dla nas naprawdę dużo.
Czy rock’n’roll to dziś bardziej bunt czy konsekwentne robienie swojego? Jak Wy to widzicie?
Trochę jedno i drugie. Dziś chyba bunt często polega właśnie na tym, żeby po prostu robić swoje i nie dać się zamknąć w określonych szufladkach.
I tak już na zakończenie jakie plany koncerty, single, a może płyta?
Wszystko po trochu. W najbliższym czasie skupiamy się przede wszystkim na singlach, które z czasem prawdopodobnie ułożą się w EP-kę. Koncertowo też sporo się dzieje. Już 9 maja zagramy w naszym rodzinnym mieście (Poznaniu), w 3eciej Stronie Baru, a przedpremierowo możemy zdradzić, że w lipcu po raz pierwszy zagramy na konwencie — dokładniej na Scyzorykonie w Kielcach.
To jeden z tych zespołów, przy których ma się wrażenie, że jeszcze nie pokazali pełni tego, co potrafią i właśnie to najbardziej przyciąga uwagę.
Każdy ich numer zostawia po sobie coś, co każe wrócić i sprawdzić, co będzie dalej. I dokładnie tak samo działa ta rozmowa trudno na niej poprzestać.
Dlatego my w radiu będziemy ich dalej słuchać, a jeśli jeszcze ich nie znacie, to najlepszy moment, żeby to zmienić jest właśnie teraz.
A przy okazji w ramach naszej radiowej ramówki On Stage, którą prowadzi MRLOVEMUSIC, warto zaglądać regularnie na koncertowe sceny i sprawdzać, co dzieje się u młodych, ale też starszych artystów. Bo to właśnie tam często zaczynają się historie, o których za chwilę mówi się głośniej.
Napisane przez: Aleksandra
Strona została stworzona przez Radiopodziemia24/7. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Komentarze do wpisu (0)