„Bitwa o Tarnów” to nie tylko wydarzenie — to lokalny ruch, który z roku na rok budował swoją pozycję na mapie polskiej sceny hip-hopowej. Za całą inicjatywą stoi Hazar, który wraz z Konradem Grabowskim dał początek projektowi, który z czasem przerósł pierwotne założenia i stał się stałym punktem dla fanów freestyle’u i battle rapu.
W rozmowie Hazar wraca do samych początków, opowiada o spontanicznych decyzjach, pierwszych edycjach organizowanych bardziej z pasji niż planu oraz o tym, jak z biegiem lat wydarzenie zaczęło żyć własnym życiem. To historia o rozwijającej się scenie, konsekwencji i budowaniu czegoś od podstaw w miejscu, gdzie wcześniej brakowało podobnych inicjatyw.
Jak w ogóle zaczęła się historia „Bitwy o Tarnów” — pamiętasz moment, kiedy pojawił się pierwszy pomysł na stworzenie tego wydarzenia?
Historia powstała tak — odezwał się do mnie Konrad Grabowski (drugi założyciel Bitwy). Był to wrzesień lub październik 2019 r., dokładnie nie pamiętam, czy mu nie załatwię dostępu do lokalu i czy mu nie pomogę w organizacji. Zgodziłem się i tak powstała Bitwa o Tarnów.
Skąd wziął się koncept BoT-u? To była inspiracja sceną battle rapową, lokalnym klimatem Tarnowa czy po prostu potrzeba zrobienia czegoś swojego?
Po pierwszej edycji Konrad przestał kontynuować bitwę, przejąłem inicjatywę.
Wcześniej mało interesowałem się sceną battle, aczkolwiek po latach spodobał mi się ten klimat i się w to zagłębiłem, dlatego jest ona systematycznie co rok.
Imprezy hip-hopowe organizuję gdzieś od 2011 roku, jestem jej częścią.
Wiele osób mówi dziś o Tobie jako o pionierze takich inicjatyw w regionie. Jak Ty sam się czujesz z tym, że przecierałeś szlaki?
Skoro tak mówią, to chyba tak jest.
Fajnie to usłyszeć nieraz po imprezach, że robisz dobrą robotę, rób to dalej, że dzięki Tobie coś się w tym mieście dzieje.
Bo nawet jak się nic hip-hopowego w tym mieście nie działo, to zawsze coś im zrobiłem.
Co było najtrudniejsze na początku organizowania BoT-u — zebranie ludzi, ogarnięcie organizacji, finansów czy może walka z niedowierzaniem innych?
Czy coś sprawiło mi trudności w organizacji? Raczej chyba nie. Ludzie samoczynnie się zgłaszali, myślę, że z ciekawości.
Nagrody załatwiam od ludzi i firm, z którymi współpracuję praktycznie od lat i wspierają inicjatywę.
Gdy patrzysz dziś na rozwój „Bitwy o Tarnów”, jaki moment był dla Ciebie najbardziej przełomowy albo dał największą satysfakcję jako organizatorowi?
Największy przełom to chyba Bitwa o Tarnów 4. W ten czas zacząłem dostrzegać, że ta bitwa nabiera coraz większego rozpędu i ten poziom na maksa zaczął wzrastać.
Kiedy zobaczyłem taki poziom i ten hałas publiki — coś pięknego. Aczkolwiek nie mówię, że na Bitwie o Tarnów 1 czy 2 nie było też fajnego poziomu, bo pamiętam jak Jakoff, mój dobry koleżka, wpadał na bitwę i już wiedziałem od początku, że on to wygra.
Zobaczymy, co będzie 20 czerwca na edycji numer 6.
Bitwa o Tarnów to dziś coś więcej niż pojedyncze wydarzenie — to efekt lat konsekwencji, pasji i wiary w lokalną scenę, nawet wtedy, gdy nie było jeszcze pewności, czy taka inicjatywa ma szansę się przyjąć. Hazar, patrząc z perspektywy czasu, widzi nie tylko rozwój samej bitwy, ale też ludzi, którzy przez lata ją współtworzyli i nadają jej charakter.
Jak sam podkreśla, największą satysfakcją nie są pojedyncze momenty, ale to, że projekt żyje dalej i cały czas się rozwija. A edycja numer 6 pokazuje, że historia Bitwy o Tarnów jeszcze się nie kończy — wręcz przeciwnie, wciąż nabiera tempa.
Napisane przez: Patrol
Strona została stworzona przez Radiopodziemia24/7. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Komentarze do wpisu (0)